czwartek, 18 sierpnia 2011

O snach i nie tylko

witam

Jak już pisałem, noc z wtorku na środę była mocno niedospana i przez to cały wczorajszy dzień zrobił się mocno ciężki. Na nic nie miałem ochoty aż do 20.45 kiedy właściwie odłączyłem się od kompa i z perspektywy łóżka zabrałem się za oglądanie wieczornej porcji piłki. Już w trakcie połowy meczu Barcelona v Real, po tej bramce Messiego do szatni, zapuściłem automatyczny wyłącznik TV, czując że nie dam rady i zmęczenie weźmie górę nad emocjami. Tak też się stało i drugiej połowy meczu już nie doczekałem. Mam pewnie czego żałować bo po relacjach widać jak wiele się działo. Z drugiej strony może i dobrze bo z wczorajszego dnia zapamiętam w sposób bardziej szczególny bramkę Małeckiego. Tak zakręcił leszczem i puknął całą siłą w idealny punkt, ze ręce same składały się do oklasków.
Tak więc przed dwunastą już spałem, co mi się rzadko zdarza.
A co za tym idzie, niesamowicie wcześnie bo około siódmej już się obudziłem ze swoim snem.
Śnił mi się mój starszy o rok kolega Piotrek który kilkanaście miesięcy temu zmarł.
A chorował na rzecz identyczną do tej z którą ja od jakiegoś czasu walczę.
Więcej, szedł bardzo podobną drogą, miał podobną operację i chyba nawet leczył się między innymi w tych samych szpitalach.
To niby taka prywatna sprawa, może w ogóle nie powinienem o tym pisać, ale myślę sobie, że w ten sposób oddam jakiś taki osobisty pokłon pamięci. Że ktoś czasem o tym wspomni, że czasem On się komuś przyśni, to pewnie jeśli te nasze dusze latają sobie w przestworzach to ta jego się z tego przypomnienia cieszy.
W tym śnie zresztą też był zadowolony i taki żywy. Może to jakiś alternatywny świat, kto wie.

Przez to wczorajsze przemęczenie zupełnie nie miałem chęci brać się za wtorkowe statystyki. Zrobię to zapewne dzisiaj choć bez sensu wpędziłem się w kilkugodzinne zajęcie (nie związane ze sportem) które mnie w ogóle nie interesuje ale w którym muszę uczestniczyć. Cóż, taki los że coś za coś.
Przy opracowywaniu tej weekendowej Anglii muszę też zmienić aksjomat gry i zabawy. Dotychczas wyglądało to jak 70/30 ale że wokół trudne czasy trzeba zabawę znacznie ograniczyć. Zabawę czyli te rozpisowe bzdurki.
I czytajcie :) komentarze z poprzednich notek. We wczorajszej sa już na przykład typy rafałka na nadchodzący weekend.
pozdrawiam

1 komentarz:

  1. Jakaś awaria na blogspocie z edycją i nowymi notkami bo nic się nie wgrywa.
    To dzisiejsze kilkugodzinne zajęcie nie jest związane ze sportem :) co niezręcznie napisałem i mogło by sugerować, że nie lubię analiz
    pzdr

    OdpowiedzUsuń