poniedziałek, 9 stycznia 2012

Bingo

witam

Pozornie niewiele dzisiaj się w sporcie wydarzy ale dla mnie poniedziałek, zwłaszcza styczniowy, to kolejna próba sił w 14-tu wyścigach greyhounds na torze w Monmore Green (Birmingham).
http://www.sportinglife.com/greyhounds/racecards/Monday/Monmore_BAGS/index.html#14.08

Są ludzie i ludziska którym wszystko kojarzy się z ... czterema literami specjalistycznie zwanymi też odwłokiem. Ale mnie niezmiennie, te wspomniane powyżej pieski przywodzą na myśl refleksje po pewnym lokalu na "ścianie wschodniej" przy Marszałkowskiej w Warszawie.
Ile ja czasu poświęciłem temu miejscu.
Byłem, bo kiedyś przecież byłem, dobrze zapowiadającym się młodym przedsiębiorcą :) i jako taki szukałem rozmaitych poza zawodowych rozrywek. A na ścianie wschodniej było wszystko. I knajpa z zapasami w kisielu i tancbuda z nieskończoną ilością istot z nogami do samej ziemi.
Ale przede wszystkim był tam salon gry w "Bingo" a po jego likwidacji przestronny punkt "Betako" z tymi ich monitorami podłączonymi do systemu SiS.
Bingo to był żywioł. Ja już tak dokładnie nie pamiętam ile to trwało czasu, rok a może i ze trzy lata ale każdą noc do zamknięcia spędzałem właśnie tam. I można by to nazwać nałogiem czy chorobą ale do końca tak przecież nie było. Miałem tam sporo znajomych i przyjaciół i wchodziło się tam jakby do siebie. Częstymi gośćmi byli znani sportowcy i sędziowie piłkarscy. Z żonami, z własnym czasem kółkiem ale tam nikt sobie w papiery nie zaglądał. Wszystkich łączyły prostokątne kartoniki i te 15 numerków wyskakujących raz za razem z olbrzymiego bębna.
Ile ja tam zostawiłem kasy trudno powiedzieć ale trzeba było przez to przejść jak przez katar.
Kiedy zlikwidowali ten lokal do innych już nigdy nie chodziłem. Jak z tego widać ta gra, sama w sobie, nie była motorem sprawczym całego tego nawiedzania a chyba tylko odpowiednie towarzystwo i ta cała jego otoczka.
Po zlikwidowaniu "Bingo" w lokalu zainstalowało się "Betako".
Stąd wywodzę całe to dzisiejsze wspomnienie.
Pamiętam jak dziś wyścigi w Monmore Green i ten styczniowy poniedziałek.
Stawiłem się do punktu :) koło 14.30 na gonitwy które jak zawsze zaczynają się o 14.08GMT czyli nasze osiem po trzeciej. I jak zawsze puściłem 56 kuponów w triplach 3/8 po dość słusznej stawce na zakład.
Jak wiadomo w każdym wyścigu startuje zawsze sześć greyhounds a średnia wypłata za zwycięzcę to ok 7/2 czyli nasze 4,50.
Po siedmiu wyścigach miałem trafioną całą siódemkę i na starcie do wyścigu ósmego na salę wyszła cała obsługa buka. Czy oni mi dopingowali czy nie dość, że mój wyszedł na ostatnią prostą ze sporą przewagą i że się na tej ostatniej prostej po prostu przewrócił :)
Pewnie żal mu się zrobiło tych pogodzonych już z losem buków a może wziął pod stołem, kto to wie.
Wypłaty za ten przemiły dzień odbierałem w transzach przez prawie miesiąc. I jak tego nie zapamiętać.
Tak więc wracam dziś do tych wspomnień na okoliczność tego co stanie się dzisiaj od słynnej 15.08....
Potem już tylko Turf Paradise (do 1 w nocy) i ten dzień w którym pozornie nic się nie dzieje można będzie uznać za zamknięty....

pozdrawiam

1 komentarz: