środa, 7 listopada 2012

Moje obrazki

witam

Dawno temu, czterech chłopaków z The Beatles rozkminiało "a hard day's night" a ja mam dzisiaj problem z dniem po ciężkiej nocy. Właściwie nie wiedzieć czemu, do piątej rano, siedziałem przed kompem mając w drugiej perspektywie (czyli również na oku) relację TV z amerykańskich wyborów. W końcu ani mnie to grzeje ani ziębi, wpływu na to żadnego przecież, a i dla nas czyli dla Polski zwycięstwo konserwatystów niewiele by zmieniło. Liczenie na to, że Romney przyspieszy coś tam czy ujawni to i owo i tak dalej i dalej mogłoby okazać się płonne. Za wielki to świat dla nas maluczkich i za duże w nim interesa...
Ale co by nie mówić kosztowało mnie to sporo.
A przecież swego czasu, jakieś 30/40 lat temu taka nieprzespana noc to było zwykłe leberko. I nie chcę tutaj zahaczać o "przygody młodego Pawła" w dziedzinie taniej rozpusty ale wspomnieć o szlachetnym skądinąd sporcie. O brydżu.
Pomiędzy różnymi zajęciami czyli głównie pracą, wyścigami konnymi, opozycją, kobitkami itd - te czerwono (hearts, diamonds) - czarne (spades, clubs) obrazki zajęły mi w swoim czasie kawał życia. Oczywiście jak wszystko inne brydź traktowałem z doskoku ale w końcu udało mi się pograć w parze i z mistrzem olimpijskim :) i w drużynie z kadrą na MŚ. Nie będę epatował jakimś sukcesem bo go nie było ale na poziomie branżowym zgarniało się nagrodę za nagrodą. Tyle mi wystarczało...O konwencjach czy tym bardziej krzyżowych przymusach pisać tu nie miejsce więc wyjaśnię do czego zmierzam. Otóż do tych nocy ciągnących się do rana, tych wyjazdów i tej zabawy która zwykle kończyła się tak:
http://www.youtube.com/watch?v=XrEbZ6JgKwg

Mam kilka pomysłów na dzisiajszą grę ale o tym poźniej bo mam właśnie niezapowiedzianą wizytę :)

PiS: 14'10"
Zagrałem na razie:
Iran v Kuwejt (u19) home 1,68 (result 6-0)
stake 2/10

pozdrawiam

2 komentarze: