piątek, 20 maja 2011

20.05

witam

Jak nie urok to sraczka, jak mawiali przodkowie. Nawalił mi dziś od rana internet i walczyłem z firmą do wieczora jak by go tu uruchomić. Jakoś, jak widać udało mi się na chwilę, jeszcze przed jutrzejszą wizytą instalatora. Pewnie skończy się wymianą routera bo już nie działają w nim funkcje przywracania systemu.
No nic.
Przed wieczorną sesją w Indiana D myślałem coś o typach ale w końcu nic nie zagrałem. Wchodził w grę Terek 1,90 i wygrał ale i Wigry (x) a skonczyło się 0-1.
Na wieczór myslałem o Shrewsbury które uważam za lepsze od Torquay ale jak spojrzałem na historię meczy pomiędzy nimi to mi mowę odebrało. Tak więc też nie zagram.

Dzień 1/2
W drugim dniu pobytu w WUM trafiłem na oddział i zaliczyłem pierwszy i ostatni incydent. Byłem wtedy mocno rozdrażniony faktem, że cały dzień przeleżałem w tych, jak już teraz wiem, sterylnych, klimatyzowanych i monitorowanych pomieszczeniach pooperacyjnych. Bez możliwości ruchu, pod tą całą aparaturą, z workami od cewnika, sączków i przypięty kroplówką na standardowej szpitalnej, gumowej 90-tce. Kto by nie był rozdrażniony ?
Zatem wielkie sorry dla miłego pana z obsługi pielęgniarskiej. Mea culpa.
Poza tym incydentem, już do końca byłem pacjentem zdyscyplinowanym do bólu.
Wyróżniało mnie tylko wędrownictwo.
Juz od 5.30 wędrowałem. Windą w dół i te długie korytarze naokoło, czasem ogródek lub teren przed ośrodkiem. I bar w którym przez szybę, tylko oczami zajadałem słodkości o których mogłem tylko pomarzyć. Bo na górze, na oddziale tylko kroplówka póki co.
cdn

pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz