witam
Tak bardzo przyzwyczaiłem się do głównie remisowych rozpisów 5/13, że brak naturalnych propozycji w dużej liczbie zupełnie rozbija mi koncept. Na stawianie MŚ-2018 zdecydowałem się dopiero dzisiaj (Chorwacja) wcześniej przeczuwając niemal same fuksy i prawdę mówiąc wiele niespodzianek obsunęło się o włos. W zasadzie z zakładanych "zonków" wszedł mi tylko Iran (4,15) i to bardzo niesprawiedliwie ponieważ Maroko było znacznie lepsze.
Na porażkę nie zasłużyła też Australia, Egipt i Peru ale cóż, taki jest sport...
cdn
pozdrawiam
niedziela, 17 czerwca 2018
piątek, 15 czerwca 2018
Jeszcze tylko zagrać na nosie
witam
Od czasu do czasu moje notatki nie nastrajają optymistycznie i mało w nich z radości życia. Ale to tylko taka osobliwa jajcarska ściema, taki wymyślny figiel bo w gruncie rzeczy całe moje jestestwo zasadza się na żartach. Czasami myślę sobie, że uśmiechnę się kiedyś na własnym pogrzebie zwieńczając tym udaną w moim mniemaniu, daj Boże 100-letnią (+) doczesność.
Ale nie znaczy to wcale, że wszystko udaje mi się tak jak bym sobie tego zażyczył. Coś tam jeszcze do załatwienia zostało i być może dzisiaj....:) kolejna przeszkoda zostanie wzięta.
Aktualne losowanie Euro Jackpot to ewentualna wygrana około 100 milionów papieru. To jest to co tygrysy lubią najbardziej i wcale nie chodzi mi o tę niewyobrażalną kasę bo ta sprawiłaby prawdopodobnie nieokreślone kłopoty i zagrożenia co zupełnie nie jest mi potrzebne. Ale po pierwsze, koledze który na każdym kroku wmawia mi, że to jest poukładane i wygrywają jedynie "bliscy królika" dałbym choć powód do zastanowienia, po wtóre znajomym którzy od zawsze delektują się każdym piłkarskim rozpisem, każdym meczem który przegrywam - załopotał bym trafionym kuponem przed oczami być może z okrzykiem zyg-zyg.
Rodzinie udowodniłbym że warto było i tak dale i dalej.
To, że nic z tego nie będzie jest prawie pewne jak w OFE tym niemniej co mi szkodzi ta niewielka odrobina wiary.
Ok, kolejne mecze MŚ-2018 a ja zupełnie nie mam przekonania na kogo stawiać. W sytuacji kiedy Totolotek (Miks) wysyła mi doskonałą ofertę - Na czas mistrzostw gramy bez podatku. Żałować tylko należy, że nie dodaje do e-maili i sms prawidłowych, nieprzemakalnych typów...:)
A może oprzeć się na typach graczy w Toto-gol (pula 1 stopnia 360.000)
cdn
pozdrawiam
Od czasu do czasu moje notatki nie nastrajają optymistycznie i mało w nich z radości życia. Ale to tylko taka osobliwa jajcarska ściema, taki wymyślny figiel bo w gruncie rzeczy całe moje jestestwo zasadza się na żartach. Czasami myślę sobie, że uśmiechnę się kiedyś na własnym pogrzebie zwieńczając tym udaną w moim mniemaniu, daj Boże 100-letnią (+) doczesność.
Ale nie znaczy to wcale, że wszystko udaje mi się tak jak bym sobie tego zażyczył. Coś tam jeszcze do załatwienia zostało i być może dzisiaj....:) kolejna przeszkoda zostanie wzięta.
Aktualne losowanie Euro Jackpot to ewentualna wygrana około 100 milionów papieru. To jest to co tygrysy lubią najbardziej i wcale nie chodzi mi o tę niewyobrażalną kasę bo ta sprawiłaby prawdopodobnie nieokreślone kłopoty i zagrożenia co zupełnie nie jest mi potrzebne. Ale po pierwsze, koledze który na każdym kroku wmawia mi, że to jest poukładane i wygrywają jedynie "bliscy królika" dałbym choć powód do zastanowienia, po wtóre znajomym którzy od zawsze delektują się każdym piłkarskim rozpisem, każdym meczem który przegrywam - załopotał bym trafionym kuponem przed oczami być może z okrzykiem zyg-zyg.
Rodzinie udowodniłbym że warto było i tak dale i dalej.
To, że nic z tego nie będzie jest prawie pewne jak w OFE tym niemniej co mi szkodzi ta niewielka odrobina wiary.
Ok, kolejne mecze MŚ-2018 a ja zupełnie nie mam przekonania na kogo stawiać. W sytuacji kiedy Totolotek (Miks) wysyła mi doskonałą ofertę - Na czas mistrzostw gramy bez podatku. Żałować tylko należy, że nie dodaje do e-maili i sms prawidłowych, nieprzemakalnych typów...:)
A może oprzeć się na typach graczy w Toto-gol (pula 1 stopnia 360.000)
| drużyny | 0:0 | 0:1 | 0:2 | 0:+ | 1:0 | 1:1 | 1:2 | 1:+ | 2:0 | 2:1 | 2:2 | 2:+ | +:0 | +:1 | +:2 | +:+ | |
| 1 | EGIPT-URUGWAJ | 6.1 | 13.9 | 18.7 | 9.7 | 4.5 | 12.5 | 16.4 | 8.0 | 1.2 | 2.2 | 3.2 | 1.0 | 0.5 | 0.7 | 0.4 | 0.9 |
| 2 | MAROKO-IRAN | 13.6 | 7.0 | 1.4 | 0.3 | 17.7 | 20.2 | 3.4 | 0.9 | 10.3 | 15.1 | 4.2 | 0.3 | 1.7 | 2.3 | 0.7 | 0.9 |
| 3 | PORTUGALIA-HISZPANIA | 10.0 | 13.6 | 6.6 | 1.3 | 5.7 | 23.5 | 17.5 | 3.6 | 2.7 | 6.0 | 5.1 | 1.2 | 0.7 | 1.0 | 0.6 | 0.9 |
| 4 | ARGENTYNA-ISLANDIA | 4.4 | 2.1 | 0.5 | 0.2 | 14.0 | 7.8 | 1.0 | 0.4 | 19.9 | 12.7 | 2.9 | 0.2 | 18.1 | 13.0 | 2.0 | 0.8 |
| 5 | PERU-DANIA | 8.7 | 14.9 | 7.8 | 1.1 | 6.1 | 23.2 | 14.7 | 2.4 | 2.4 | 8.2 | 6.2 | 0.9 | 0.8 | 1.0 | 0.7 | 0.9 |
| 6 | CHORWACJA-NIGERIA | 5.4 | 2.9 | 1.0 | 0.3 | 16.8 | 16.0 | 3.1 | 0.6 | 17.0 | 19.8 | 4.7 | 0.5 | 3.9 | 5.7 | 1.2 | 1.0 |
cdn
pozdrawiam
czwartek, 14 czerwca 2018
Na załapańca
witam
No i udało się doczekać do Piłkarskich Mistrzostw Świata 2018. Piszę że się udało bo wielu kumpli z którymi jeszcze nie tak dawno o tym rozmawiałem, nie dotrwało. Ten stan będzie się niewątpliwie pogłębiał bo co tu dużo mówić - garściami biorą z mojej półki.
Tak więc od stycznia 55 kiedy to zawitałem na tym łez padole nie mam co narzekać na tę konkretną okoliczność. Ale i z tym nie było łatwo. Jak już kiedyś wspominałem mój starszy braciszek przeżył tylko kilka dni a na tamten świat w 1954 roku wysłało go Państwo które testowało badziewną szczepionkę przeciwko polio na noworodkach.
Nauczka była taka oto, że od zarania nie szczepię się na nic wspomagając się od czasu do czasu medycyną naturalną. Tylko raz, kiedy po Warszawie rozlazły się plotki o katastrofie w Czarnobylu, bo oczywiście komunistyczna propaganda o tym fakcie długo milczała, przestraszony poleciałem do pogotowia na kilka łyków płynu "lugola"....
Do 20-ki bywało raz tak raz siak aż do momentu kiedy coś się wydarzyło. Piłem wtedy na umór najpewniej pod wpływem miłosnych porywów lub dla odmiany miłosnych niepowodzeń i w któryś z tych wesołych dni wróciłem w nocy do domu naprany jak stodoła. Już w przedpokoju, jakby wyjęty ze scenariusza Foxa Muldera z "archiwum X", dopadł mnie snop niewyobrażalnie jasnego światła który przenikał przez ściany, przez okno, przez ciemność ciągnąc mnie gdzieś wgłąb siebie, w nieznane. Broniłem się przed tym z całych sił i trudno określić czy trwało to tylko chwilę czy dwie dość, że obudziłem się rano w kuchni na podłodze. I nie był to na pewno sen o czym jestem przekonany, i wciąż pamiętam szczegóły jakby rzecz wydarzyła się wczoraj.
Kolejny przełom a właściwie cud miał miejsce podczas powrotu samochodem z trzydniowego kongresu brydżowego chyba z Zamku Książ. Jechaliśmy nocą całą czteroosobową drużyną a wypasiona fura Andrzeja którą kupił po geodezyjnym kontrakcie w Iraku mknęła jak po sznurku. W pewnym momencie w dalekiej perspektywie ukazało się światło auta jadącego z naprzeciwka i w tej niewielkiej poświacie dało się zauważyć ciężarówkę czarną jak śmierć stojącą niemal przed samymi oczami na naszym pasie ruchu. W to, że Jędrek ją ominął nie mogę uwierzyć do dzisiaj i ten fakt traktuję jako zjawisko nadprzyrodzone. Niestety z całej czwórki do MŚ-2018 dotrwałem tylko ja. Wszystkich zmogła iracka ameba przed którą uratowały mnie wyścigi konne na Służewcu. Mogłem przyjąć kontrakt w Iraku, zarobić sporą kasę w rok czy dwa ale tracić koński sezon było dla mnie nie do pomyślenia.
O raku nie będę pisał żeby nie zapeszać. W sumie kurs na przeżycie wystawiałem na 1,10 i faworyt wszedł póki co dowolnie. Póki co....
Ok, za kilka godzin pierwszy mecz a historia lubi się powtarzać. Pamiętam dobrze jak nie tak dawno, gospodarz wielkiego turnieju dostał w prezencie najsłabszą grupę i na własnych śmieciach zajął w niej ostatnie miejsce.
cdn
pozdrawiam
No i udało się doczekać do Piłkarskich Mistrzostw Świata 2018. Piszę że się udało bo wielu kumpli z którymi jeszcze nie tak dawno o tym rozmawiałem, nie dotrwało. Ten stan będzie się niewątpliwie pogłębiał bo co tu dużo mówić - garściami biorą z mojej półki.
Tak więc od stycznia 55 kiedy to zawitałem na tym łez padole nie mam co narzekać na tę konkretną okoliczność. Ale i z tym nie było łatwo. Jak już kiedyś wspominałem mój starszy braciszek przeżył tylko kilka dni a na tamten świat w 1954 roku wysłało go Państwo które testowało badziewną szczepionkę przeciwko polio na noworodkach.
Nauczka była taka oto, że od zarania nie szczepię się na nic wspomagając się od czasu do czasu medycyną naturalną. Tylko raz, kiedy po Warszawie rozlazły się plotki o katastrofie w Czarnobylu, bo oczywiście komunistyczna propaganda o tym fakcie długo milczała, przestraszony poleciałem do pogotowia na kilka łyków płynu "lugola"....
Do 20-ki bywało raz tak raz siak aż do momentu kiedy coś się wydarzyło. Piłem wtedy na umór najpewniej pod wpływem miłosnych porywów lub dla odmiany miłosnych niepowodzeń i w któryś z tych wesołych dni wróciłem w nocy do domu naprany jak stodoła. Już w przedpokoju, jakby wyjęty ze scenariusza Foxa Muldera z "archiwum X", dopadł mnie snop niewyobrażalnie jasnego światła który przenikał przez ściany, przez okno, przez ciemność ciągnąc mnie gdzieś wgłąb siebie, w nieznane. Broniłem się przed tym z całych sił i trudno określić czy trwało to tylko chwilę czy dwie dość, że obudziłem się rano w kuchni na podłodze. I nie był to na pewno sen o czym jestem przekonany, i wciąż pamiętam szczegóły jakby rzecz wydarzyła się wczoraj.
Kolejny przełom a właściwie cud miał miejsce podczas powrotu samochodem z trzydniowego kongresu brydżowego chyba z Zamku Książ. Jechaliśmy nocą całą czteroosobową drużyną a wypasiona fura Andrzeja którą kupił po geodezyjnym kontrakcie w Iraku mknęła jak po sznurku. W pewnym momencie w dalekiej perspektywie ukazało się światło auta jadącego z naprzeciwka i w tej niewielkiej poświacie dało się zauważyć ciężarówkę czarną jak śmierć stojącą niemal przed samymi oczami na naszym pasie ruchu. W to, że Jędrek ją ominął nie mogę uwierzyć do dzisiaj i ten fakt traktuję jako zjawisko nadprzyrodzone. Niestety z całej czwórki do MŚ-2018 dotrwałem tylko ja. Wszystkich zmogła iracka ameba przed którą uratowały mnie wyścigi konne na Służewcu. Mogłem przyjąć kontrakt w Iraku, zarobić sporą kasę w rok czy dwa ale tracić koński sezon było dla mnie nie do pomyślenia.
O raku nie będę pisał żeby nie zapeszać. W sumie kurs na przeżycie wystawiałem na 1,10 i faworyt wszedł póki co dowolnie. Póki co....
Ok, za kilka godzin pierwszy mecz a historia lubi się powtarzać. Pamiętam dobrze jak nie tak dawno, gospodarz wielkiego turnieju dostał w prezencie najsłabszą grupę i na własnych śmieciach zajął w niej ostatnie miejsce.
cdn
pozdrawiam
środa, 13 czerwca 2018
Autoportret
witam
Kto wie, może to być już ostatni dzwonek żeby podjąć próbę rozliczenia się ze swoim było nie było pasożytniczym trybem życia. Przynajmniej w ostatnim okresie.
Potomstwa niestety po sobie nie zostawiam i to jest absolutny feler zakosztowanej egzystencji ale i powód do głębszych wynurzeń. Takie swoiste, wymuszone przez okoliczności auto-epitafium.
Z tymi dzieciakami które zwyczajowo są przecież pewną przechowalnią pamięci i jej rodzinną kontynuacją (chociaż różnie z tym bywa) był i jest taki oto kłopot, że chyba po prostu nie dorosłem jeszcze do stawienia czoła zwielokrotnionym obowiązkom. Z drugiej jednak strony wciąż tłumaczę i samo-rozgrzeszam się przekonaniem, że po tamtej stronie znajdę towarzystwo wielu mi podobnych, w dodatku w większości Świętych, do których o brak przychówku nikt nie może mieć pretensji....:)
Ok, miałem pisać krótko o czym innym a już sam wstęp okazuje się rozwlekły, zatem wracam do meritum.
Zacznę od codziennej harówki i jej pozytywnych aspektów.
Jeszcze przed latami pracoholizmu we własnych firmach co z pewnością jest sporą przesadą, przez 10 lat zarabiałem na chlebuś w państwowej geodezji. I jest wielce prawdopodobne, że wbiłem pierwszą łopatę pod budowę Warszawskiego Metra. Nasza pracownia dostała bowiem w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku bojowe zadanie na wytyczenie trasy tej przyszłej podziemnej kolejki. W pierwszym etapie od Mokotowa po Kabaty.
Misja była priorytetowa a chodziło o niezwykle precyzyjne przeniesienie osi i linii rozgraniczających inwestycji z projektów architektonicznych w teren. Po zbudowaniu całkowicie nowej osnowy czyli punktów pomiarowych na których opiera się każde poziome działanie geodezyjne mieliśmy w 3 czasem w 4 osobowym zespole co pięćdziesiąt metrów (na łukach ściślej) zakopać na 3/4 długości specjalne betonowe kamienie odzwierciedlające oś Metra. Każdy z tych potężnych słupków miał mieć pod sobą dodatkowo (gdyby ktoś uszkodził główkę) centralnie umieszczony tak zwany podcentr. Roboty na rok bez mała.
Obsługiwałem w tym czasie teodolit ale cała drużyna pracowała równo i wymienialiśmy się obowiązkami. Normy zlecenia były bowiem tak ustawione, że czasem przez trzy dni udawało się wyrobić cały tydzień a resztę czasu spędzać na basenie. A i tak zarobki dwukrotnie przekraczały pobory mojego ojca który był głównym księgowym w dużej firmie.
W takich to powyższych okolicznościach wbity został ten pierwszy szpadel a efekty skończonego przedsięwzięcia wyglądały imponująco. W perspektywie pustych wtedy pół i luźno stojących domków jednorodzinnych widać było jak na dłoni choć tylko w wyobraźni te pędzące pod ziemią wagoniki.
Inne priorytetowe zadanie na które wkroczyłem kiedy funkcjonowało tam jeszcze lotnisko a dziewczyny opalały się na zielonej, soczystej trawce to osiedle Gocław. Ale to już inna historia...
Z nudów zagrałem kilka kuponów ale jak widzę Kamerun nie bardzo idzie mi na rękę. Cóż, ostatnio remisów było tam aż nadto a w przyrodzie wszystko musi się wyrównać. Postawiłem dość lekko więc tragedii nie ma a gdyby STS dał szerszą ofertę, np Zambię wszedłbym grubiej... i z pewnością przegrał...
https://www.sofascore.com/pl/turniej/pilka-nozna/zambia/premier-league/2065
A tak z braku innych pomysłów postanowiłem urządzić sobie konkurs typując dzień wyścigowy w Delaware z założeniem, że jestem hipotetycznie na torze w USA, mam w karmanie tysiąc baksów na zabawę i jestem pozytywnie nastawiony. Ciekawe co by mi z tego wyszło....
Wyniki z Ameryki (rym :)
Ładna, słoneczna pogoda, tor lekko elastyczny (fast) i tylko wyniki poniżej krytyki (kolejny rym :)
http://www.delawarepark.com/racing/audio-video/ replays, 13
W każdej z 9 gonitw zaznaczyłem swojego faworyta i drugą opcję czyli konia który spowoduje remis z wirtualnego zagrania. Hipotetycznie przyjąłem po 110 baksów w wyścigu.
Początek był obiecujący choć wyglądało, że szykuje się "spust". Na szczęście ekipa się rozkraczyła i dżokej Cedeno wygrał pewnie. Co się nie udało w (gon 1) wypaliło w (gon 2) kiedy to Cedeno dał się zamknąć, wyszedł na pole i wpadł na celownik jako trzeci o łeb/łeb. Wygrała "przykrywka" więc nadal było dobrze.
W trzeciej (gon 3) wjechali "czapą" ale od czwartej już było coraz gorzej.
Gonitwa piąta to w ogóle jakiś szok z 55/1, dalej przepychanki na lekki minus i wielki "czapajew" w arabach (SP 1,80)
W sumie dobrze, że siedziałem w Warszawie i że to zwykła zabawa bo straciłbym tylko czas i najpewniej lekko bym przegrał. Wiadomo, 13-ty.
cdn
pozdrawiam
Kto wie, może to być już ostatni dzwonek żeby podjąć próbę rozliczenia się ze swoim było nie było pasożytniczym trybem życia. Przynajmniej w ostatnim okresie.
Potomstwa niestety po sobie nie zostawiam i to jest absolutny feler zakosztowanej egzystencji ale i powód do głębszych wynurzeń. Takie swoiste, wymuszone przez okoliczności auto-epitafium.
Z tymi dzieciakami które zwyczajowo są przecież pewną przechowalnią pamięci i jej rodzinną kontynuacją (chociaż różnie z tym bywa) był i jest taki oto kłopot, że chyba po prostu nie dorosłem jeszcze do stawienia czoła zwielokrotnionym obowiązkom. Z drugiej jednak strony wciąż tłumaczę i samo-rozgrzeszam się przekonaniem, że po tamtej stronie znajdę towarzystwo wielu mi podobnych, w dodatku w większości Świętych, do których o brak przychówku nikt nie może mieć pretensji....:)
Ok, miałem pisać krótko o czym innym a już sam wstęp okazuje się rozwlekły, zatem wracam do meritum.
Zacznę od codziennej harówki i jej pozytywnych aspektów.
Jeszcze przed latami pracoholizmu we własnych firmach co z pewnością jest sporą przesadą, przez 10 lat zarabiałem na chlebuś w państwowej geodezji. I jest wielce prawdopodobne, że wbiłem pierwszą łopatę pod budowę Warszawskiego Metra. Nasza pracownia dostała bowiem w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku bojowe zadanie na wytyczenie trasy tej przyszłej podziemnej kolejki. W pierwszym etapie od Mokotowa po Kabaty.
Misja była priorytetowa a chodziło o niezwykle precyzyjne przeniesienie osi i linii rozgraniczających inwestycji z projektów architektonicznych w teren. Po zbudowaniu całkowicie nowej osnowy czyli punktów pomiarowych na których opiera się każde poziome działanie geodezyjne mieliśmy w 3 czasem w 4 osobowym zespole co pięćdziesiąt metrów (na łukach ściślej) zakopać na 3/4 długości specjalne betonowe kamienie odzwierciedlające oś Metra. Każdy z tych potężnych słupków miał mieć pod sobą dodatkowo (gdyby ktoś uszkodził główkę) centralnie umieszczony tak zwany podcentr. Roboty na rok bez mała.
Obsługiwałem w tym czasie teodolit ale cała drużyna pracowała równo i wymienialiśmy się obowiązkami. Normy zlecenia były bowiem tak ustawione, że czasem przez trzy dni udawało się wyrobić cały tydzień a resztę czasu spędzać na basenie. A i tak zarobki dwukrotnie przekraczały pobory mojego ojca który był głównym księgowym w dużej firmie.
W takich to powyższych okolicznościach wbity został ten pierwszy szpadel a efekty skończonego przedsięwzięcia wyglądały imponująco. W perspektywie pustych wtedy pół i luźno stojących domków jednorodzinnych widać było jak na dłoni choć tylko w wyobraźni te pędzące pod ziemią wagoniki.
Inne priorytetowe zadanie na które wkroczyłem kiedy funkcjonowało tam jeszcze lotnisko a dziewczyny opalały się na zielonej, soczystej trawce to osiedle Gocław. Ale to już inna historia...
Z nudów zagrałem kilka kuponów ale jak widzę Kamerun nie bardzo idzie mi na rękę. Cóż, ostatnio remisów było tam aż nadto a w przyrodzie wszystko musi się wyrównać. Postawiłem dość lekko więc tragedii nie ma a gdyby STS dał szerszą ofertę, np Zambię wszedłbym grubiej... i z pewnością przegrał...
https://www.sofascore.com/pl/turniej/pilka-nozna/zambia/premier-league/2065
A tak z braku innych pomysłów postanowiłem urządzić sobie konkurs typując dzień wyścigowy w Delaware z założeniem, że jestem hipotetycznie na torze w USA, mam w karmanie tysiąc baksów na zabawę i jestem pozytywnie nastawiony. Ciekawe co by mi z tego wyszło....
Wyniki z Ameryki (rym :)
Ładna, słoneczna pogoda, tor lekko elastyczny (fast) i tylko wyniki poniżej krytyki (kolejny rym :)
http://www.delawarepark.com/racing/audio-video/ replays, 13
W każdej z 9 gonitw zaznaczyłem swojego faworyta i drugą opcję czyli konia który spowoduje remis z wirtualnego zagrania. Hipotetycznie przyjąłem po 110 baksów w wyścigu.
Początek był obiecujący choć wyglądało, że szykuje się "spust". Na szczęście ekipa się rozkraczyła i dżokej Cedeno wygrał pewnie. Co się nie udało w (gon 1) wypaliło w (gon 2) kiedy to Cedeno dał się zamknąć, wyszedł na pole i wpadł na celownik jako trzeci o łeb/łeb. Wygrała "przykrywka" więc nadal było dobrze.
W trzeciej (gon 3) wjechali "czapą" ale od czwartej już było coraz gorzej.
Gonitwa piąta to w ogóle jakiś szok z 55/1, dalej przepychanki na lekki minus i wielki "czapajew" w arabach (SP 1,80)
W sumie dobrze, że siedziałem w Warszawie i że to zwykła zabawa bo straciłbym tylko czas i najpewniej lekko bym przegrał. Wiadomo, 13-ty.
cdn
pozdrawiam
wtorek, 5 czerwca 2018
Młode strzelby
witam
Iga Świątek (WTA 344) dość łatwo przeszła dwie pierwsze rundy i jutro zagra o ćwierćfinał Junior French Open z francuską Burel (WTA 962). Szkoda, że za ten turniej nie są liczone punkty w dorosłym rankingu bo byłoby co doliczać.
Inną drogą poszła Maja Chwalińska (WTA 513) która po wygranych kwalifikacjach w czeskich Starych Splavach (ITF 25K) w turnieju głównym pokonała Czeszkę Smitkovą (WTA 223) rozstawioną z numerem 3. Wszystko pięknie, martwi jedynie zbyt łatwe oddawanie swojego serwisu.
https://www.itftennis.com/procircuit/tournaments/women's-tournament/info.aspx?tournamentid=1100043078
Do wygrania 62 oczka ale łatwo nie będzie. Optymizmem napawa fakt, że w maju (nomen omen) Maja grała w Trnavie na Słowacji w ITF 100K !!! - i pozytywnie zaliczyła 4 pojedynki z numerkami WTA 383, 234 i dwukrotnie 159 ulegając dopiero zawodniczce z Paragwaju (88).
Wypadek Kwiatkowskiego na kilometr przed metą dzisiejszego etapu wyglądał koszmarnie ale wydaje się, że tragedii nie ma. To dobrze bo niezadługo Tour de France...
A moje dzisiejsze zawody wypadły pozytywnie choć nie ustrzegłem się także niewybaczalnego błędu. Chuda oferta więc szukałem, szukałem i wstawiłem niepotrzebnie jednego babola...
Czwartek, 7 czerwca, godz 12'40"
Iga Świątek już w półfinale Junior Roland Garros w którym jutro zagra z McNally (USA) - trudny mecz i można by powiedzieć przedwczesny finał.
A za około 2 godziny obie powyższe półfinalistki tym razem jako partnerki dokończą przerwany wczoraj debel (1-0) w walce o ćwierćfinał imprezy...
Poniżej jeden z ostatnich, tanich kuponów (a nie gram ich dużo) z opisanym niedawno "babolem" w kolarstwie...
https://www.sts.pl/pl/user/?action=show-ticket-detail&id=311561899011040346&live=&ajaxCall=1&ticket_index=1&fullticket=1
ZYSK 9/1
cdn
pozdrawiam
Iga Świątek (WTA 344) dość łatwo przeszła dwie pierwsze rundy i jutro zagra o ćwierćfinał Junior French Open z francuską Burel (WTA 962). Szkoda, że za ten turniej nie są liczone punkty w dorosłym rankingu bo byłoby co doliczać.
Inną drogą poszła Maja Chwalińska (WTA 513) która po wygranych kwalifikacjach w czeskich Starych Splavach (ITF 25K) w turnieju głównym pokonała Czeszkę Smitkovą (WTA 223) rozstawioną z numerem 3. Wszystko pięknie, martwi jedynie zbyt łatwe oddawanie swojego serwisu.
https://www.itftennis.com/procircuit/tournaments/women's-tournament/info.aspx?tournamentid=1100043078
Do wygrania 62 oczka ale łatwo nie będzie. Optymizmem napawa fakt, że w maju (nomen omen) Maja grała w Trnavie na Słowacji w ITF 100K !!! - i pozytywnie zaliczyła 4 pojedynki z numerkami WTA 383, 234 i dwukrotnie 159 ulegając dopiero zawodniczce z Paragwaju (88).
Wypadek Kwiatkowskiego na kilometr przed metą dzisiejszego etapu wyglądał koszmarnie ale wydaje się, że tragedii nie ma. To dobrze bo niezadługo Tour de France...
A moje dzisiejsze zawody wypadły pozytywnie choć nie ustrzegłem się także niewybaczalnego błędu. Chuda oferta więc szukałem, szukałem i wstawiłem niepotrzebnie jednego babola...
Czwartek, 7 czerwca, godz 12'40"
Iga Świątek już w półfinale Junior Roland Garros w którym jutro zagra z McNally (USA) - trudny mecz i można by powiedzieć przedwczesny finał.
A za około 2 godziny obie powyższe półfinalistki tym razem jako partnerki dokończą przerwany wczoraj debel (1-0) w walce o ćwierćfinał imprezy...
Poniżej jeden z ostatnich, tanich kuponów (a nie gram ich dużo) z opisanym niedawno "babolem" w kolarstwie...
https://www.sts.pl/pl/user/?action=show-ticket-detail&id=311561899011040346&live=&ajaxCall=1&ticket_index=1&fullticket=1
ZYSK 9/1
cdn
pozdrawiam
poniedziałek, 4 czerwca 2018
Skrajna nieodpowiedzialność
witam
No cóż, hazardowy weekend mógłbym śmiało opisać tym co między innymi miała do zakomunikowania papuga oberlejtnanta von Nogaya (CK Dezerterzy) cesarzowi Franciszkowi Józefowi I, po opatrznym zadaniu jej pieprzu. Bo jak inaczej przejść do porządku dziennego mając w tyle głowy fakt wstawienia do serii rozpisów remisu w 4 lidze hiszpańskiej.
https://www.sts.pl/pl/user/?action=show-ticket-detail&id=311541899010942007&live=&ajaxCall=1&ticket_index=1&fullticket=1
I bez znaczenia jest okoliczność, że bramka na 4-3 padła w 92 minucie. Toż to przecież u mnie standard. Gorzej, że wstawka odbyła się kosztem kolejnego meczu w Kamerunie w którym tylko ja (w odróżnieniu od notowań) uparłem się, że X-sa nie będzie. Trzeba być nienormalnym żeby w sumie pojedynek z szansami (ostatecznie padło 0-0) zamienić na spotkanie amatorów na hiszpańskim kartoflisku.
Reasumując, nie udało się przegrać a ogólnie przybyły tylko jakieś popłuczyny o których nie ma co rozprawiać. A czas mija i nieuchronnie przybliża mnie do wieczności....
cdn
pozdrawiam
No cóż, hazardowy weekend mógłbym śmiało opisać tym co między innymi miała do zakomunikowania papuga oberlejtnanta von Nogaya (CK Dezerterzy) cesarzowi Franciszkowi Józefowi I, po opatrznym zadaniu jej pieprzu. Bo jak inaczej przejść do porządku dziennego mając w tyle głowy fakt wstawienia do serii rozpisów remisu w 4 lidze hiszpańskiej.
https://www.sts.pl/pl/user/?action=show-ticket-detail&id=311541899010942007&live=&ajaxCall=1&ticket_index=1&fullticket=1
I bez znaczenia jest okoliczność, że bramka na 4-3 padła w 92 minucie. Toż to przecież u mnie standard. Gorzej, że wstawka odbyła się kosztem kolejnego meczu w Kamerunie w którym tylko ja (w odróżnieniu od notowań) uparłem się, że X-sa nie będzie. Trzeba być nienormalnym żeby w sumie pojedynek z szansami (ostatecznie padło 0-0) zamienić na spotkanie amatorów na hiszpańskim kartoflisku.
Reasumując, nie udało się przegrać a ogólnie przybyły tylko jakieś popłuczyny o których nie ma co rozprawiać. A czas mija i nieuchronnie przybliża mnie do wieczności....
cdn
pozdrawiam
niedziela, 3 czerwca 2018
Hazard defensywny
witam
I co mi przyszło na starość. Całe życie od podstawówki przez turnieje dzikich drużyn oraz krótką przygodę w Legii Warszawa (młode rezerwy) grałem w ataku i to kurde jak...:)
Teraz niestety została mi jeno obronna gra przy ścianie.
Do południa molestowałem się jedną myślą, że oto "Kwiatek" w niezbyt wymagającym towarzystwie ma wszelkie szanse coby wygrać czasówkę (6,6 km) w Criterium du Dauphine.
http://www.steephill.tv/criterium-du-dauphine-libere/
Kurs w STS na tę okoliczność stał 10,00 i już byłem w ogródku witać się z gąską, już wciskałem pewniaka do tanich jak kot napłakał kuponów P*4/11 kiedy wkroczyła defensywa. A Michał wygrał...choć decydowały sekundy
1. Kwiatkowski
2. van Emden +0,01
3. Moscon +0,03
Wolałem wsadzić w dwa rozpisy https://www.livescore.in/match/rD74Ov62/#match-summary gdzie również o wyniku przesądziły ulotne chwile w 92 i 94 minucie.
Tu miał być Michał zamiast Koreańczyków.
https://www.sts.pl/pl/user/?action=show-ticket-detail&id=311541899019742571&live=&ajaxCall=1&ticket_index=1&fullticket=1
https://www.sts.pl/pl/user/?action=show-ticket-detail&id=311541899010142635&live=&ajaxCall=1&ticket_index=1&fullticket=1
Cóż, życie to nie bajka choć pewnie mogłem puścić i to i to. Po fakcie łatwo powiedzieć.
cdn
pozdrawiam
I co mi przyszło na starość. Całe życie od podstawówki przez turnieje dzikich drużyn oraz krótką przygodę w Legii Warszawa (młode rezerwy) grałem w ataku i to kurde jak...:)
Teraz niestety została mi jeno obronna gra przy ścianie.
Do południa molestowałem się jedną myślą, że oto "Kwiatek" w niezbyt wymagającym towarzystwie ma wszelkie szanse coby wygrać czasówkę (6,6 km) w Criterium du Dauphine.
http://www.steephill.tv/criterium-du-dauphine-libere/
Kurs w STS na tę okoliczność stał 10,00 i już byłem w ogródku witać się z gąską, już wciskałem pewniaka do tanich jak kot napłakał kuponów P*4/11 kiedy wkroczyła defensywa. A Michał wygrał...choć decydowały sekundy
1. Kwiatkowski
2. van Emden +0,01
3. Moscon +0,03
Wolałem wsadzić w dwa rozpisy https://www.livescore.in/match/rD74Ov62/#match-summary gdzie również o wyniku przesądziły ulotne chwile w 92 i 94 minucie.
Tu miał być Michał zamiast Koreańczyków.
https://www.sts.pl/pl/user/?action=show-ticket-detail&id=311541899019742571&live=&ajaxCall=1&ticket_index=1&fullticket=1
https://www.sts.pl/pl/user/?action=show-ticket-detail&id=311541899010142635&live=&ajaxCall=1&ticket_index=1&fullticket=1
Cóż, życie to nie bajka choć pewnie mogłem puścić i to i to. Po fakcie łatwo powiedzieć.
cdn
pozdrawiam
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)